wychowanie

Dziecko łyknie każdy kit, więc czemu mielibyśmy z tego nie skorzystać?

28 września 2015
Okłamywanie dzieci

No dobra. Zebrałem się w sobie i piszę. Ale nie wiem, co z tego wyjdzie. Moja głowa pracuje teraz w trybie przedpremierowym i tematy rodzicielskie zaszyły się gdzieś w najgłębszych, ukrytych obszarach umysłu. Ale skoro dzień wolny, to spróbuję je nieco odgrzebać.

Powiem tak:

Uwielbiamy ściemniać.

Prawda to? Powiedzcie!

Dziwnym trafem,  w relacjach z dorosłymi umiemy szczerze odpowiedzieć na zadane pytanie. (Choć nie wszyscy…) Potrafimy wysłuchać, gdyż mamy poczucie, że drugiej pełnoletniej osobie należy się elementarny szacunek.

Gdy jednak mamy do czynienia z natłokiem dziecięcych pytań, wplątanych w wir codziennych, monotonnych zadań rodzica, tak często wybieramy drogę na skróty i serwujemy dzieciom zdawkowe odpowiedzi, lub po prostu ŚCIEMĘ. Wydaje nam się nieraz, że dziecko łyknie każdy kit, więc czemu mielibyśmy z tego nie skorzystać?

Okłamywanie dzieci

Argumentów za nieuczciwymi replikami na dziecięce wątpliwości mamy wiele. No, bo przecież już nie mam siły odpowiadać, bo teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, bo to dla jego dobra! Niech się tak nie denerwuje!

Pewnie czasem rzeczywiście tak to działa. Udaje nam się osiągnąć wymarzony efekt: święty spokój. Ale tylko na chwilę! Czy nie lepiej będzie, jeśli oswoimy dziecko z prawdą? Przecież prawdę też można podać w sposób akceptowalny dla dziecięcej wrażliwości.

To jednak spore wyzwanie – wytłumaczyć, więc gdy problem jest trudny – wolimy pościemniać, a w najlepszym wypadku powiedzieć, że „tatuś nie wie”.

I stąd potem „mamusia zaraz wróci”, „będziesz niegrzeczny to tamten pan cię zabierze”, „dlaczego nie? Bo nie!”, „tatuś wcale nie jadł czekoladki”, a „szczepienie nie będzie bolało”.

Z jednej strony nie mogę zrozumieć takiego postępowania, a z drugiej sam nieraz omijam pewne pytania dzieci lub odkładam je na później.  Skoro jednak oczekuję, by moje dziecko nie kłamało, podobne wymagania powinienem stawiać także sobie…

Budowanie zaufania

Być może ten wielki wysiłek intelektualno-emocjonalny przyniesie w efekcie wzajemną uczciwość i zaufanie. A jeśli zapewnimy naszym dzieciom pełne miłości wsparcie, to jestem pewien, że będą potrafiły przyjąć każdą, nawet najbardziej przykrą wiadomość.

Potrzeba sporej intelektualnej gimnastyki, by wytłumaczyć zagadkowość świata. Potrzeba dużej odwagi, by przyznać się do błędu, do tego, że przekracza się prędkość, albo zachowuje niezgodnie z ustalonymi przecież w naszym domu zasadami. Wreszcie – potrzeba wielkiej pokory, by przyznać, że temu małemu człowiekowi uczciwe traktowanie należy się tak samo jak każdemu innemu. Tak samo jak nam.

A co z Mikołajem?

Duży problem sprawiają mi natomiast tematy okołoświąteczne. Problem Mikołajów (świętych i nieświętych), aniołków, zajączków i innych stworów, które jakoby przychodzą do nas niepostrzeżenie i zostawiają prezenty… W tej kwestii, muszę przyznać, dałem ciała. I wiem, że rodzice są w tej kwestii podzieleni. Część z nas pozwala dzieciom na głębokiego nura w świat przepełnionej świąteczną symboliką wyobraźni, a część, ortodoksyjnie broniąc uczciwości w domowych relacjach, ściśle trzyma się faktów. Częściej jednak wybieramy tę pierwszą opcję. Nie chcemy odbierać dzieciom wiary w przepełnionych dobrem bohaterów, obdarowujących radościom wszystkich dokoła.

Czasem wydaje mi się, że pozwalamy naszym dzieciom uwierzyć w niestworzone historie tylko po to, by poczuć tę chwilę wzruszenia, gdy widzimy nasze dziecko przepełnione naiwną, szczerą wiarą w to, że zaraz przyjdzie tu ktoś nieskończenie dobry i sprawi, że świat stanie się lepszy. Zazdrościmy im tej naiwności. Ta wiara w niemożliwe tak nas u dzieci pociąga, tak im jej zazdrościmy, że celowo prowokujemy i stymulujemy sytuacje, w których dzieci odpływają w świat marzeń.

Niestety zderzenie z rzeczywistością bywa niekiedy bolesne…
Ale to już temat na osobny, świąteczny wpis.
😉

 

A Wy? Jak radzicie sobie z pokusą małych kłamstewek?

Piszcie!

 

 

 

Autor zdjęć: The Wolf

 

You Might Also Like

  • Tata trójki dzieci

    Nie okłamuję moich dzieci.

    • Drogi Potrójny Tato! Bardzo mnie to cieszy – serdecznie gratuluję! (i dziękuję za komentarz!)

  • Wszystko zależy od tego, czy swoje dziecko traktujesz poważnie. Jeżeli tak, to nie będziesz mu kłamał. Z doświadczenia wiem, że można odpowiedzieć na każde pytanie.

    • Pewnie, że można… Tyle, że czasem zwyczajnie o tym zapominamy, albo po prostu nie chce nam się podjąć tego wysiłku…

  • Czytając wpis od razu pomyślałem sobie „a co z Mikołajem?”
    My chyba naprawdę zazdrościmy im wiary w superbohaterów. Sami chcielibyśmy jeszcze trochę w nich wierzyć.
    Tak mi się wydaje, że dużo (przynajmniej ja tak odczuwam) łatwiej wytłumaczyć małemu dziecku skąd się biorą dzieci (nie, nie z kapusty i od bociana) niż wystosować przekaz, który dosłownie brzmi „Mikołaj nie istnieje! Pogódź się z tym.”

    • No właśnie. Jest dokładnie tak jak piszesz.
      Te teoretycznie trudniejsze tematy, które nie dotyczą dzieci bezpośrednio, są w sumie łatwiejsze do wytłumaczenia, niż te, z których my już wyrośliśmy…

  • Napisałeś ważną rzecz: jeśli nie chcemy, żeby dzieci nas okłamywały, sami ich nie okłamujmy. Wszelka niespójność może prowadzić do rozdarcia moralnego w dziecku i nie chodzi mi o to, że zaraz pójdzie grzeszyć, ale o to, że może dzięki nam dziecko po raz pierwszy skłamie i stwierdzi, że kłamstwo pozwala iść na skróty, zyskać coś w danej chwili.

    • no właśnie…
      nie droga na skróty, ale być może bardziej skomplikowana, lecz skuteczniejsza droga uczciwości… tylko takie relacje mogą przynieść dobre owoce… tak mi się wydaje.

  • Pingback: Rozmowy o dniach ostatnich. | Sztuka bycia tatą()

  • Najlepiej jest nie okłamywać, czasami jednak robimy to w dobrej wierze. Choć tak czy siak jest źle. Każdy z nas kłamie, przychodzi taki moment w życiu, choćby ze świętym Mikołajem. Czasami warto poświęcić swój czas i odpowiedzieć na dane pytanie, choćby miało to zając wieki. Dziecko doceni 🙂

    • Witaj!

      Dzięki za komentarz.

      Jest tak jak piszesz – warto poświęcić trochę czasu i szczerze odpowiedzieć. Niestety codzienny pośpiech zmusza nas często do korzystania z wytrychów w postaci małych kłamstewek…

  • madamevarsovien

    Sama wierzę w magię świąt i Mikołaja 🙂 Bardziej niż kreowanie wiary w Mikołaja irytują mnie media które skutecznie usiłują zniszczyć tą magię bo z jednej strony mamy piękne bajki i filmy świąteczne , a z drugiej reklamy pokazujące brutalną prawdę, wywiady i reportaże od telewizji śniadaniowej po wiadomości : z pytaniami co kupisz pod choinkę , ranking prezentów dla dzieci pod choinkę itp

    • Coś w tym jest, że i my – dorośli – chcielibyśmy dać się uwieść tej świątecznej magii i tajemnicy, ale machina medialna skutecznie nam w tym przeszkadza… Dzięki, że wpadłaś! 🙂