Muzyka, wychowanie

Czy schowałeś talent swego dziecka do szuflady?

5 sierpnia 2015
talent u dziecka blog parentingowy

Dzieci z etykietą.

Większość z nas żyje w przekonaniu, że z talentem jest tak, że albo się go ma, albo nie. Wydaje nam się czasem, że jeśli ktoś urodził się z talentem, to jest skazany na sukces, a jeżeli los poskąpił mu umiejętności – nie pozostaje nic innego jak tylko wieść życie drugiej kategorii.

To przekonanie sprawia, że uwielbiamy szufladkować ludzi. A co gorsza, często szybko klasyfikujemy swoje dzieci i przypinamy im łatki. Ten dobry z matmy, tamten pięknie śpiewa, a tamtemu słoń na ucho nadepnął! Tak jak nas zakwalifikowano do jakiejś grupy, z której – choćbyśmy chcieli – nie potrafimy wyjść, tak i my realizujemy ten schemat i z łatwością przydzielamy wszystkim etykietki. A zwłaszcza swoim dzieciom! Oj tak, uwielbiamy to robić. Przychodzi nam to łatwo… i w ten sposób, każdego dnia, stopniowo zamykamy dzieciakom drogę do rozwoju!

„Messi to z ciebie nie będzie!”

Gdy w moim  świecie pojawiły się dzieci, bardzo chciałem, aby mogły się rozwijać wszechstronnie. Każdy rodzic tak chce, co nie? Niech moje dziecko pływa jak Otylia, liczy jak Stefek Hawking, gra w piłkę jak Messi, a na pianinie jak Rubinstein! Pewnie, że tego właśnie chcemy… Ale gdy tylko w jakiejś dziedzinie naszemu dziecku podwinie się noga, szybko potrafimy odpłacić mu etykietką, lub wystrzelonym prosto między oczy zdaniem, które na zawsze może przekreślić jego potencjał…. „Messi to z ciebie nie będzie!” No właśnie… pewnie nie…

Motywuj!

Więc zamiast krytykować zacznijmy od zmiany swojej postawy. Skoro tak ważny jest dla nas wszechstronny rozwój naszych pociech, powinniśmy podpowiadać kierunki rozwoju i uczciwie, ale i motywująco oceniać. I pozwolić czasem dziecku wybrać swoją drogę! Chciałbym dzieciom otwierać możliwości, a one niech wybiorą, co im najbardziej odpowiada. Taki szwedzki stół rozwoju! 😉 Nie zawsze są potrzebne duże pieniądze i masa wolnego czasu. Czasem warto po prostu dzieciom coś pokazać, wskazać kierunek, otworzyć na myślenie o jakimś temacie.

Jednym z takich tematów była u nas gra na instrumencie. Bardzo żałuję, że nie umiem grać dobrze na żadnym z instrumentów muzycznych. „Plinkam” coś tam na pianinie, ale z prawdziwą grą nie ma to wiele wspólnego. Planowałem więc aby swoim dzieciom otworzyć drogę do umiejętności wykonywania muzyki. Ale nie chciałem, aby towarzyszył temu nadmierny stres, trauma, ciśnienie ze strony rodziców czy nauczycieli. Szukałem więc rozwiązania, aż wpadłem na metodę Suzuki.

talent u dziecka blog parentingowy gra na skrzypcach

Shinichi Suzuki. Czym jest talent?

Shinichi Suzuki to niesamowity gość! Nie, nie dlatego niesamowity, że stworzył koncern motoryzacyjny! To nie on! Ten nasz Suzuki stworzył metodę nauki gry na instrumencie, która sprawia, że wejście w świat muzyki może być przyjemnością.

Wszyscy kochamy widzieć efekty swojej pracy. Zwłaszcza dzieci. Metoda Suzuki daje efekty już na pierwszej lekcji. Tu dzieci nie zaczynają od nauki nut. Mogą więc rozpocząć kształcenie nawet w wieku kilku lat. Niemal od razu grają! Nutki przychodzą później! Teoria także! Nazwał to metodą języka ojczystego: nikt z nas nie uczył się gramatyki, zanim zaczął mówić, prawda?!

Suzuki napisał piękną książkę „Karmieni miłością„, w której dowodzi, że talent nie jest dany z góry, lecz, że talent u dziecka można wykształcić. Pokazuje dowody na to, że pozwalając dzieciom wzrastać w obecności muzyki nieprawdopodobnie zwiększamy ich potencjał w tej dziedzinie. Pokazuje, że atmosfera, towarzystwo w jakim przebywa dziecko, przebieg jego codziennych zajęć, ma gigantyczny wpływ na to kim będzie w przyszłości. Niby oczywiste, ale jednak często o tym zapominamy… Poniżej parę cytatów:

„Nie można rozwinąć cech nieobecnych w otoczeniu. […] Nie ma potrzeby doszukiwania się wrodzonych zdolności czy talentów. To otoczenie wywiera największy wpływ na rozwój uzdolnień. „

i jeszcze może to:

„Niesprawność czy słabość dzieci uważa się zwykle za defekt ich charakteru lub natury i w ten sposób skazuje się je na nijakość. Jednak dziesięcioletnie kształcenie talentu przynosi wręcz znakomite efekty – pozwala zbliżyć się do doskonałości.”

Nie chcę byście teraz wszyscy zaczęli uczyć dzieci gry na skrzypcach lub na pianinie! Oj nie, błagam! Chciałbym tylko, byśmy pamiętali o tym,  co Shinichi Suzuki jednoznacznie stwierdził po wielu latach pełnej sukcesów pracy z dziećmi: Podstawowym warunkiem mądrego przekazywania dzieciom bodźców do rozwoju jest nasza wielka wrażliwość na ich potrzeby.  Suzuki jednoznacznie wskazuje że musimy „karmić dzieci miłością„.  I jeszcze jedno: niech to będzie rozwój w kierunkach, których się nie spodziewamy! Znowu wracamy do tego, o czym pisałem na początku: Nie oceniaj dziecka po sobie! To, że ty nie posiadasz jakichś umiejętności (albo tylko tak ci się wydaje), nie oznacza, że nie będzie ich miało twoje dziecko! I podobnie, jeśli posiadasz jakiś specjalny talent – nie pchaj dziecka na siłę w jego objęcia, gdyż tylko możesz zamknąć mu drogę do innych cennych dziedzin życia.

Nie zapominaj o najważniejszym.

Piszę to wszystko po to, byśmy dawali dzieciom świat pełnymi garściami. Ale, co bardzo ważne, nie zapominali wtedy o sprawach najistotniejszych. To nasza miłość do dzieci sprawia, że nauka jest nie tylko szwedzką gimnastyką naszego umysłu, paluszków, czy ciała. Jest rozwijającą osobowość podróżą, która pozostawi swój ślad na całym życiu. Otwierajmy więc dzieciom drogę do świata muzyki, sztuki, przyrody, kultury fizycznej, do świata matematyki! Poszerzajmy ich (i nasze!) horyzonty myślenia. A nade wszystko pamiętajmy, że wielu rzeczy można się w życiu nauczyć, wiele umiejętności wykształcić, ale najważniejsza jest osobowość!

Możesz wierzyć lub nie w te wszystkie teorie dotyczące rozwoju talentu naszych dzieci. Możesz sceptycznie stwierdzić, że owszem talent można wykształcić, katując dziecko codziennym kilkugodzinnym ćwiczeniem, ale tego nie chcesz. I słusznie! Ja też tego nie chcę. Szukam drogi, by dziecko samo mogło uznać, że chce dziś poćwiczyć, albo poczytać książkę… Choćby przez kwadrans!

I nawet jeśli nie wierzysz w opisywane przeze mnie teorie Japończyka, nawet jeśli twierdzisz, że wszystkie cechy się dziedziczy, nie zapominaj, że przecież wśród twoich przodków też mógł być ktoś, kto świetnie kopał piłkę, ale nie miał możliwości dalszego rozwoju, ktoś kto w kąciku nucił wymyślane przez siebie melodie, ale nigdy nie zaprezentował ich światu, bo świat się z niego śmiał, albo ktoś kto napisał dziesiątki wierszy, może pięknych, które zniknęły w otchłani jego szuflady….

Otwórzmy więc te schowki, do których wepchnęliśmy talenty naszych dzieci! Nie oceniajmy ich tak, jak zdarza nam się oceniać dorosłych! Zresztą dorosłych też nie warto oceniać „po wierzchu”. W każdym z nas siedzi coś, o czym inni nie wiedzą. O czym być może nie wiemy nawet my sami…

talent u dziecka blog parentingowy gra na pianinie

Autorzy zdjęć: Steve Snodgrass, nathanrussellhillarywilliamtanner

You Might Also Like

  • Dorota Malicka

    O jaki piękny tekst:) I jaką ma Pan „lekkość” pisania!

  • Kilka lat temu miałem okazję przeczytać książkę Natalii Minge „Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?”. W książce poruszony jest temat rozwoju mózgu. Wg autorki ( i wielu innych uczonych) mózg dziecka rozwija się najintensywniej do 6 roku życia. Do tego momenty liczba połączeń w mózgu między neuronami osiąga maksymalny poziom. Po 6 roku życia połączenia nieużywane umierają. Co to oznacza w praktyce? Jeśli np: dziecko do 6 roku życia nie będzie grało w piłkę, to bardzo prawdopodobne jest, że nawet jeśli zacznie w nią grać po ukończeniu 6 lat, to nigdy nie osiągnie mistrzostwa. To samo dotyczy innych dziedzin. Jeśli patrzymy na zdjęcie kilkudziesięciu osób z naszej strefy klimatycznej, to jesteśmy w stanie dość szybko znaleźć różnice. Jeśli spojrzymy na taką samą grupę np: Azjatów, to każdy z nich będzie nam się wydawał taki sam – to dlatego że w dzieciństwie większość z nas nie widywała osób z tej części świata.

    Staram się zawsze pamiętać o tej nauce i pokazywać dzieciom różne atrakcje i sposoby na spędzanie czasu. Chciałbym, żeby mieli możliwość spróbowania jak największej ilości dziedzin zanim wybiorą sobie tę, która im odpowiada. W końcu nie samą piłką nożną człowiek żyje 🙂

    • Podobne przykłady podaje też Suzuki. Pisze, że z ludźmi jest jak ze słowikami, które wyjmuje się z gniazda jako pisklęta, a następnie wypożycza się „ptaka mistrza”, by ten nauczył malucha swego cudownego śpiewu. Takie przeszkolenie trwa miesiąc. Jest to tradycyjna metoda stosowana od dawna w Japonii. „O tym, czy ptak będzie śpiewał dobrze, czy źle, zadecyduje pierwszy miesiąc – wszystko zależy od brzmienia głosu nauczyciela. Żaden ptak nie rodzi się dobrym ani złym śpiewakiem.” Suzuki określa to jako cudowną moc adaptacji i stwierdza, że podobnie jest u ludzi. Zauważa, że od pierwszych dni naszego życia możemy wpływać na rozwój talentu swoich dzieci. Dorośli są, kim są, dzięki wpływom naturalnego otoczenia…

  • Jeju, jak ja lubię Cię czytać. Tyle mądrości w jednym tekście!

    • Dziękuję! Ostatnio jednak dochodzę do przekonania, że może trochę przeginam z tym zagęszczeniem ludowych mądrości… Nie wiem, czy czytelnicy to wytrzymają… 😉

  • Pingback: Sztuka wyboru. Czy posłać dziecko do szkoły muzycznej? | Sztuka bycia tatą()

  • Ada

    Świetny tekst. Taki inspirujący! Myślałam o tym, żeby zapisać córeczkę do szkoły muzycznej w Warszawie – Muzofilia. Szkoła ma świetne opinie, ale czytałam że nie jest łatwo się tam dostać. Odkładałam tę decyzję cały czas, ale chyba muszę się w końcu wybrać z nią do tej szkoły. Zuzia od zawsze interesowała się muzyką i widzę że ma ku temu predyspozycje.