dzieci, Wyróżnione

To dzieci są najważniejsze

28 czerwca 2015
Dzieci

Wiecie co…

 

Zaledwie od paru dni jestem na Facebooku i tak widzę jak się czasem użalamy nad swym losem. Jak nas boli, że Polska w ruinie, a Kaczyński w kościele, podatki zbyt wysokie, emerytury za późne, wybory przedwczesne, a pieski bezdomne… Tak! Pieski. One są generalnie numerem jeden! Smutne i bezbronne czekają w schronisku, a my bezduszni nie chcemy się nimi zająć.

Nic nie mam przeciwko nim. Wręcz przeciwnie. Uwielbiam zwierzęta. W naszej rodzinie też jest pies i dwa koty. Wiem, że nasz stosunek do zwierząt jest obrazem jakości naszego człowieczeństwa.

Ale parę dni temu, podczas pracy nad spektaklem,  odwiedziły nas w teatrze dzieci z 2 domów dziecka. W ramach takiej akcji edukacyjnej… Bo to dotacje, więc i coś za coś, a zatem trzeba im coś pokazać i opowiedzieć.

I tak przyszły te dzieciaki, i usiadły… I w sekundę oczy zaczęły mi się pocić… Bo być może spodziewałem się czegoś całkiem innego niż to co widzę na co dzień. Skażony uprzedzeniami, myślałem pewnie, że odwiedzi mnie fragment rzeczywistości, która mnie nie dotyczy. A te dzieci, były… były takie jak moje… Jedna dziewczynka była nawet łudząco podobna do mojej córki. Świetna dziecięca ekipa! Ktoś się nudził, ktoś dopytywał o szczegóły, ktoś się śmiał, ktoś zaczepiał koleżankę… Był nawet mistrz ciętej riposty – gdy kolega grając fragment sceny potknął się w tekście, ten urwis od razu skwitował: „Pan nie zna roli!” Super dzieciaki.

Jakże byliśmy bezradni, tłumacząc im różne aspekty naszej pracy i jednocześnie próbując unikać dziwnych słów: rodzice, wykorzystać, samotny… A im bardziej staraliśmy się nie dotknąć ich dusz, tym bardziej wyglądaliśmy jak ktoś kto popełnia faux pas i za chwilę, próbując prostować sytuację pogrąża się jeszcze bardziej.

Jak to jest, że ja próbuje dawać tyle miłości ile potrafię mojej małej trójce. Czuję się taki ważny i wyjątkowy, no bo przecież odpowiedzialnie wychowuję i w ogóle, a tu nagle przede mną siada 20-30 dzieciaków, które łakną każdego uśmiechu i dobrego słowa jak powietrza! I są tylko kroplą w morzu tych istnień, które oczekują naszej uwagi.

Z raportu Unicefu z 2013 roku wyłaniają się bardzo sumtne liczby:

W Polsce w 2011 roku było 807 całodobowych placówek opiekuńczo-wychowawczych, co wskazuje na prawie 20,0% wzrost w porównaniu z rokiem 2005. Jednocześnie liczba dzieci przebywających w całodobowych placówkach opiekuńczo-wychowawczych w 2011 roku obniżyła się w porównaniu z rokiem 2005 o ok. 6,0%. Wśród całodobowych placówek opiekuńczo-wychowawczych wyróżnia się placówki: interwencyjne, socjalizacyjne, rodzinne i wielofunkcyjne. Największy procent wśród nich – 38,0% – stanowią placówki typu socjalizacyjnego, czyli dawne domy dziecka, i to w nich
przebywa najwięcej dzieci – 47,3%. W placówkach typu rodzinnego w 2011 roku przebywało czterokrotnie mniej dzieci niż w placówkach socjalizacyjnych, przy czym liczba ta
z roku na rok zwiększa się.

Największy procent dzieci przebywających w placówkach opiekuńczo-wychowawczych stanowią dzieci w wieku od 7 do 16 roku życia (69,8%). Wynika z tego, iż dzieci w tym wieku mają
mniejsze szanse na znalezienie rodziny zastępczej i stosunkowo często pozostają w placówkach aż do momentu osiągnięcia pełnoletniości. Wiąże się to również z tym, iż znikomą liczbę
wychowanków placówek opiekuńczo-wychowawczych stanowią sieroty (517 dzieci w 2011 roku). Wśród dzieci opuszczających placówki opiekuńczo-wychowawcze w 2011 roku ponad 30,0% powróciło do rodziny naturalnej, a tylko 13,0% zostało przekazanych do adopcji.

I TO jest coś co mnie boli i dotyka. Coś o czym powinniśmy mówić. Obok nas żyją najbardziej niewinne z istot na Ziemi, które łakną miłości jak nikt inny. Dzieci, którym ktoś odebrał prawo do pełnego radości dzieciństwa. I naszym, zadowolonych z siebie dorosłych, zakichanym obowiązkiem jest walczyć o to, aby było im choć odrobinę lepiej.

 

To był zaszczyt spotkać się z Wami. Dziękuję Wam za to, że otwarłyście mi oczy na coś, czego próbowałem nie zauważać.

 

 

You Might Also Like

  • Nie pisałem jeszcze o tym, ale często wspominam. Dom Małego dziecka w Wałbrzychu. Zawsze przechodzą mnie ciarki, gdy tam jestem, a zaglądamy tam, bo zostawiamy rzeczy po dzieciach lub zabawki. Nic mnie bardziej nie przeraża, niż właśnie to miejsce i gdyby moje życie było bardziej stabilne, to po prostu zabrał bym stamtąd jakieś dziecko.

    • Ja też parę razy o tym myślałem – jakby to było, gdyby adoptować, przyjąć do swojej rodziny… a wtedy zawsze zaczyna się wymyślanie problemów, bo procedury, bo potem trudy wychowawcze, bo to, bo tamto… i tak pewnie myśli większość ludzi. Ale wiem też, że adopcja nie jest jedynym sposobem aby im pomóc!

  • Przez jakiś czas byłem wolontariuszem w świetlicy socjoterapeutycznej na Pradze w Warszawie. Nie miałem kontaktu z dziećmi z domu dziecka, ale kontakt z dziećmi z rodzin patologicznych już tak. Co miesiąc inny wujek, bo tata za granicą , alkohol i ogólna nędza. Tyle tylko, że te dzieciaki były po prostu świetne, często trudne, to fakt, jest bardzo mądre na swój sposób. W domach dziecka zjawiałem się okazjonalnie podczas świąt przywożąc ciasto (rodzicie mają cukiernię), częściej pojawiałem się Wiosce Dziecięcej w Biłgoraju, i teraz patrząc na te wszystkie miejsca widzę, że dzieci są zawsze te same, tylko problemy inne.

    • Super, że miałeś bliższy kontakt z dziećmi z trudnych rodzin. Mnie zawsze jakoś ten temat omijał i to niedawne zdarzenie sprawiło, że zacząłem o tym myśleć…

      A co do problemów, to myślę, że podstawowym w tym wypadku jest niedobór miłości… Od tego wszystko się zaczyna.

  • Jako wolontariuszka jeździłam niegdyś do domów dziecka. W jednym z nich poznałam kilkunastoletnią dziewczynę. Zawsze z boku, nie garnęła się do rozmowy. Miałam wtedy takie wielkie poczucie misji, trochę naiwne, że chce ją jakoś uszczęśliwić. I kiedy próbowałam, wykrzyczała mi, żebym nie traciła czasu, bo ja przecież wracam do domu, w którym czeka mama z ciepłym kakao, a jej matka ją porzuciła i nikt jej nie chce. Te słowa tak bardzo zapadły mi w pamięć i tak bardzo mnie poruszyły, że nie ukrywam, zdeterminowaly moją przyszłość. Najtrudniejsze wyzwanie to sprawić właśnie, by dzieci, które nie mają szczęścia żyć w rodzinie, czuły się ważne, jak w tytule NAJWAŻNIEJSZE.

    • Myślę, że mimo tych przykrych słów, które wypowiedziała ta dziewczyna, to właśnie szczera i uczciwa rozmowa była czymś czego w głębi pragnęła…

      • Iwona

        Może sposobem na wsparcie dzieciaków jest „rodzina zaprzyjaźniona” ?http://dalej.org.pl/madrze-pomagam/
        Znalazłam po przeczytaniu Twojego postu i mam zamiar sprawdzić jak to działa we Wrocławiu

        • Witaj. Dzięki za linka! Nie miałem świadomości, że istnieje coś takiego…. Warto promować takie inicjatywy!

  • Z doświadczenia i rozmów z różnymi ludźmi wiem, że jedyne czego brakuje dzieciom w domach dziecka to miłości. Jakimś wyjściem z tej sytuacji są rodzinne domy dziecka, gdzie jest chociaż namiastka rodziny. Ale co z tego, kiedy przez biurokrację niektórzy świetni rodzice rezygnują bo nie wytrzymują psychicznie presji.

  • Pingback: Niby-tata i niby-mama – czyli darmowy niby-podręcznik()