dzieci, wychowanie

WF na ławeczce

23 października 2015
WF na ławeczce...

 

W czasach, gdy chodziłem do szkoły, czyli pewnie ze sto lat temu, zajęcia wychowania fizycznego miały tę charakterystyczną cechę, że część uczniów traktowała je jako wyczekiwane zwieńczenie nudnego procesu nauki, a druga grupa była gotowa zrobić wszystko, byleby nie założyć na tyłek sportowych gaci i nie postawić swych stópek na deskach sali gimnastycznej.

Stąd brały się kolejki do wuefisty. A w nich koleżanki, ze łzami w oczach, którym kobiece dolegliwości uniemożliwiają udział w zajęciach, ktoś, kogo potwornie boli kolano, kręgosłup, bądź żołądek, ktoś zwolniony z zajęć przez troskliwą mamusię, lub może nawet lekarza… Słowem – nie pamiętam, aby kiedykolwiek na lekcji wuefu frekwencja była stuprocentowa.

Jak się okazuje – ten proceder trwa do dzisiaj. Z czego to wynika?

W 2012 roku Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się lekcjom WFu. W efekcie powstał raport, który dosyć krytycznie wypowiada się na temat sposobu, w jaki prowadzone są zajęcia:

Nauczyciele – jak twierdzą kontrolerzy NIK – nie starają się rozpoznać indywidualnych możliwości uczniów, nie dostosowują do nich systemu oceniania, ani nie dbają o dopasowanie programów nauczania do bazy, jaką dysponuje dana szkoła. Efekt? – Zamiast wpajania nawyku aktywnego trybu życia i zapobiegania zjawiskom nadwagi i otyłości, czemu służyć miało wprowadzenie trzeciej i czwartej godziny wychowania fizycznego, w szkołach powstała fala unikania zajęć wuefu – konkludują kontrolerzy NIK w swoim raporcie. [źródło]

NIK podaje również, że na lekcjach WFu nie ćwiczy 30% uczniów szkół ponadgimnazjalnych, 23% gimnazjalistów i 15 % uczniów w klasach IV-VI. W dodatku kontrole wykazały, że blisko 20% szkół realizuje zajęcia w warunkach nie zapewniających uczniom bezpieczeństwa! [źródło]

Od 1 września 2015 r. obowiązują nowe przepisy regulujące zasady zwalniania z WFu. Obecnie uczeń może być zwolniony z zajęć całkowicie lub tylko z wykonywania określonych ćwiczeń. Te dwa rozwiązania mają – zdaniem twórców ustawy – sprawić, aby trudniej było unikać zajęć wychowania fizycznego. Czy to wystarczy – szczerze wątpię. Mam poczucie, że żadne przepisy nie zastąpią dobrej atmosfery wokół jakiegoś zagadnienia. Jeśli sprawimy, że zajęcia staną się atrakcyjne – na pewno problem zwolnień stanie się mniej dotkliwy.

Dopóki nie przeczytałem badań NIKu, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że statystyki dotyczące zajęć wychowania fizycznego są aż tak zatrważające… Jednocześnie wiem o tym, że jest wielu nauczycieli, którzy znakomicie prowadzą zajęcia sportowe. Potrafią zaciekawić swoich uczniów i wytworzyć wokół zajęć sportowych dobry klimat, który sprzyja pełnemu radości rozwojowi. Ale rzeczywiście bywa z tym różnie…

Moje córki uczą się w państwowej szkole podstawowej. Nowy budynek oddano do użytku w zeszłym roku. Cuda na kiju! Pompy ciepła, solarny, ledowe oświetlenie, wentylacja z odzyskiem ciepła i co tylko moglibyście sobie jeszcze zamarzyć…

Basenu w tym pięknym budynku niestety nie ma. Do tej pory dzieci dojeżdżały autobusem do naszej gminnej pływalni. I szczerze mówiąc, jej stan sprawiał, że z wymarzonej atrakcji, wizyta na basenie stała się koszmarem, którego moja córka unikała jak ognia, wymyślając co poniedziałek nowe schorzenia, które miały rzekomo uniemożliwiać wyjazd na lekcje pływania…

Z wielką radością przyjąłem więc wiadomość, że nasza gminna pływalnia przechodzi remont i po wakacjach dzieciaki będą mogły korzystać z odświeżonej wersji pływalni. Zapomniałem jednak, że żyję w kraju, w którym żadna inwestycja nie kończy się o czasie. No chyba, że zbliżają się wybory. Wtedy udaje się zakończyć nawet najbardziej wyszukane inwestycje przed czasem. Ale wybory samorządowe już za nami, więc we wrześniu okazało się, że basen, z którego korzystają setki (o ile nie tysiące) dzieci jest nieczynny. I jak to zwykle bywa, pojawiały się kolejne terminy: otwarcie za dwa tygodnie, za miesiąc, za dwa… Za chwilę będziemy mieli listopad, a wuefu na basenie jak nie było, tak nie ma.

Zniósłbym to wszystko z pokorą, gdyby moje dzieci, w czasie, gdy powinny pływać, zajmowały się w szkole czymś, co także rozwija ich fizyczne talenty. Okazało się, że jest zupełnie inaczej.

Otóż niedawno, w czasie gdy standardowo odbywałyby się zajęcia na basenie, dzieci były pod opieką wuefisty, który polecił im wykonanie wyjątkowo trudnego ćwiczenia: posadził je na ławce pod salą gimnastyczną i stwierdził, że mają tam siedzieć i nie ruszać się! No, to rzeczywiście wyczerpujące zajęcie! I jakże rozwijające!

W czasach, gdy rodzice latają z wywieszonym językiem z jednej „pracy”, do następnej, a głównym sportem uprawianym wiele dzieci, jest ślizganie się paluszkiem po szybce telefonu czy tabletu, tak bardzo chciałbym liczyć na wsparcie kogoś, kto jest specjalistą od uaktywniania najmłodszych… Ja mam to szczęście, że mieszkam w zielonej okolicy, sprzyjającej aktywnej rekreacji, a charakter mojej pracy pozwala mi na to, by od czasu do czasu poszaleć z dziećmi na świeżym powietrzu. Ale przecież nie każdy rodzic ma takie możliwości.

Marzy mi się, aby te kilka godzin, które każdego tygodnia, nasze dzieci spędzają na lekcjach WFu, było czasem mądrze wykorzystanym, pełnym aktywności, która pozwala na rozładowanie napięć, buduje dobre relacje i… po prostu sprawia radość. Bezczynne siedzenie na ławeczce z pewnością tego nie zapewni.

WF | Blog Paretningowy artTATA.pl


A Wy? 

Jakie macie wspomnienia z WFu i jak to wygląda w szkołach, do których uczęszczają Wasze dzieci?
Jestem ciekaw Waszych opinii!!!

😉

 

Autorzy zdjęć: LlGC ~ NLW, SOMBILON PHOTOGRAPHY | GALLERY | VIDEOGRAPHY,

You Might Also Like

  • Wf to był mój ulubiony przedmiot;). W podstawówce to był jednak koszmar. Szkoła bardzo mała, bez sali. Zajęcia odbywały się na korytarzu. Trzeba było ćwiczyć po cichu, żeby nie przeszkadzać tym uczącym się tuż za drzwiami. Jedyne co dobrze wspominam to ładną panią wuefistkę;) z frekwencja nie było problemu, u chłopców szczegolnie;). Pamiętam też, że miałem wf na pierwszym roku studiów. To co było zatrważające to poziom wyćwiczenia niektórych. Zero kondycji, zero koordynacji. To jest dopiero, nie urażając nikogo, niepełnosprawność.

    • Nie ma to jak ładna pani wuefistka! 😉
      A zero kondycji i koordynacji na studiach zaczyna się już niestety na etapie szkoły podstawowej (a może i wcześniej). Jak patrzę na niektóre dzieci, to jestem przerażony. Są dzieciaki, które nie potrafią nawet przebiec paru metrów, koordynując przy tym ruchy rąk i nóg… Wszystkie witki latają bez ładu i składu…

  • Też chodziłam do szkoły sto lat temu i na temat beznadziejnych w tamtych czasach lekcji w-f moglabym napisać niezły referat. Dziś niewiele się zmieniło. Mój syn ma uwaga….jedną godzinę w-f w tygodniu na sali gimnastycznej i jedną godzinę na lodowisku. Na lodowisko specjalnie narzekac nie możemy bo choc trzeba na nie jechać na drugi koniec miasta to po zaledwie 3 wejściach jeździ już sam co w jego przypadku jest naprawdę dużym wyczynem. Natomiast wspomniana lekcja w-f to nadal tylko parodia tego jak taka lekcja powinna wyglądać.

    • Lekcje WFu prowadzone poza szkołą (na basenie, lodowisku itp..), to super pomysł na urozmaicenie tych zajęć i rozpalenie w dzieciach pasji do sportu. CZasem jednak te wyjazdy przynoszą przeciwny skutek… Wszystko zależy od organizacji i talentu nauczyciela.

      • Masz dużo racji. Przez pierwsze 3 wyjazdy na lodowisko dzieci dostawały takie zwykłe, drogowe pachołki i były zostawiane same sobie. Na 4 zajęciach zabrał się za dzieciaki instruktor i po godzinie nie było dziecka, które przynajmniej nie utrzymywałoby równowagi na łyżwach. Niestety w szkołach takich nauczycieli wf-u z powołaniem nadal bardzo brakuje.

    • Śmieszy mnie to co wypisujesz – pokazujesz jedną z dwóch rzeczy:
      1 Jak mało wiesz o swoim dziecku i jego tygodniowym planie zajęć.
      2 Jak mało interesujesz się tym, czego powinno być nauczane Twoje dziecko

      Ilość minimalna godzin na danym poziomie edukacyjnym.
      Klasy I-III szkół podstawowych – w przypadku
      prowadzenia zajęć przez nauczyciela nauczania zintegrowanego decyzja o 
      tygodniowej liczbie godzin ww. zajęć podejmowana jest przez niego.
      Klasy I-III szkół podstawowych – w przypadku prowadzenia zajęć przez nauczyciela wychowania fizycznego – 3 godziny zajęć tygodniowo.
      Klasy IV-VI szkół podstawowych – 4 godziny tygodniowo
      Gimnazja – 4 godziny tygodniowo
      Szkoły ponadgimnazjalne – 3 godziny tygodniowo

      Polecam się zapoznać z tym linkiem na stronie MEN i nie szerzyć opinii po których „zawodowcom” miękną kolana obserwując niewiedzę wypowiadających się.
      https://men.gov.pl/zycie-szkoly/abc-wychowania-fizycznego/3-ile-godzin-zajec-tygodniowa-liczba-godzin-zajec-wf-w-poszczegolnych-typach-szkol.html

      PS Ja nie chodziłem 100 lat temu do szkoły, było to nie tak dawno. Raptem 13 lat temu skończyłem liceum i doskonale to pamiętam, nie miałem ani w podstawówce, ani w liceum idealnych warunków, a i tak wszyscy ćwiczyli, nikt nie kombinował wymówek. Wstydem było wręcz nie ćwiczyć. Nikt nikogo nie wykluczał, a najgorsze co groziło to, że będzie się wybranym w dalszej kolejności do drużyny.

      • ‚Zawodowco’ po pierwsze nic nie wiesz o moich relacjach z moim dzieckiem więc się za przeproszeniem nie wypowiadaj w temacie, o którym nie masz zielonego pojęcia. Po drugie miałam ochotę ci uświadomić, że na temat tego co jest w szkołach w rzeczywistości (może w tej, w której ty uczysz jest inaczej) i jaki wpływ na to mają rodzice też niewiele wiesz, ale za bardzo lubię ten blog, żeby zaśmiecać go dyskusją z tobą. Zresztą widzę, że Piotr już ci wyjaśnił, że my rodzice i wy nauczyciele wcale nie stoimy po dwóch stronach barykady, ale i nam i wam (niestety tylko w części bo tak jak zauważyłeś, że nie wszyscy rodzice są normalni tak uwierz, nie wszyscy nauczyciele są z powołania) zależy na dobru dzieci. A tak na marginesie nie wystarczą zajęcia z gimnastyki sportowej żeby dzieci chciały na nie chodzić, trzeba umieć dzieci zachęcić drogi nauczycielu. Gdybym po pierwszych zajęciach na lodowisku mojemu histeryzującemu na pół miasta dziecku (uwierz darł się jakby go żywcem ze skóry obdzierali, że się boi) powiedziała, że może nie chodzić (co zresztą padło z ust instruktora) na bank dziś by na łyżwach nie jeździł. Postawiliśmy jednak na oswojenie strachu,a wręcz paniki, pokazaliśmy pozytywy i korzyści i dziś tak jak już pisałam wcześniej radzi sobie super.

        • Fakt nic nie wiem o Twoich relacjach z dzieckiem, ale po tym co i w jaki sposób napisałaś każdy wf-man(ka) wyciągnie takie wnioski jak ja. Znam środowisko, w którym pracuję i nauczycielom mojej specjalności już nawet nie chce się tłumaczyć rodzicom jak bardzo są niedoinformowani, niedouczeni i jak bardzo wielką krzywdę robią własnym dzieciom szerząc herezję. A potem ich dzieci sieją tę herezję dalej.

          Napisałem to u Piotrka w innym komentarzu. Każdy rodzic musi sobie uświadomić, że szkoła nie ma go zstępować tylko WSPOMAGAĆ!!! Co z tego że będę się dwoił, troił a nawet zdziesięciokrotniał na zajęciach, jak uczeń ma to w „czarnej” dziurze. Bo takie nawyki wyniósł z domu. Nie pomogą sale wielofunkcyjne na wypasie, baseny, orliki i lodowiska. Skoro rodzic sam nie rusza swojego tyłka i nie daje przykładu swojemu dziecku. Z tego co mi wiadomo to jako jedyny w dużym mieście wojewódzkim prowadzę zajęcia z samoobrony w ramach normalnych lekcji. Prowadzone są one w ramach autorskiego i innowacyjnego programu zajęć obejmującego 150 godzin. Stworzyłem jeszcze jeden autorski program obejmujący 90 godzin z szerokiego zakresu pierwszej pomocy. I co? Uczniowie mają to w dalekim poważaniu, bo tak ich wychowali rodzice. W przekonaniu, że zawsze napiszą im zwolnienie z zajęć. W przekonaniu, że jest to fajne, w pełni tolerowalne i akceptowalne. A potem się dziwią jak ułomne dzieci mają!

          • Nie kwestionuję twojego osobistego zaangażowania w pracę bo zwyczajnie cię nie znam więc z łaski swojej nie wyciągaj pochopnych wniosków z kilku moich zdań, w których nota bene nie było ani słowa o moim podejściu do sportu i moich relacji z dzieckiem. Opisałam jedynie zajęcia wf-u w szkole. Owszem nie podoba mi się to co się dzieje w temacie wf-u w szkole mojego dziecka bo przypomina mi to beznadziejne zajęcia, na które ja chodziłam będąc w szkole podstawowej. Zero zaangażowania nauczyciela, zero zachęty no i jak już wspomniałam jedna godzina plus godzina na lodowisku (które oceniłam pozytywnie). Wracając jednak do mojej roli jako rodzica to tak jak wspomniałam nie oceniaj mnie skoro mnie nie znasz. Może nie mam czasu ani funduszy na wysyłanie dziecka na miliony zajęć (chodzi na zajęcia taneczne, które sam sobie wybrał), ale moje dziecko chodzi po górach, jeździ na basen, wszędzie gdzie tylko można chodzi z nami pieszo, a nie ma wożonego samochodem tyłka nawet do pobliskiego sklepu (co jest wręcz nagminne i to do tego stopnia, że nauczyciele i wychowawcy w p-lach żalą się, że dzieci nie potrafią spacerować), wychodzimy wspólnie całą rodziną grać w piłkę czy choćby pobiegać po lesie. Wbrew temu co sądzisz nie siedzimy w domu i nie tłuczemy im do głowy, że sport jest be. Pozdrawiam 🙂
            P.S Przenieś się do szkoły gdzie chodzi mój syn (który mimo wszystko wf bardzo lubi), a złego słowa na wf nie pisnę 😉

  • http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19057239,na-wf-nie-chodzilo-60-uczniow-teraz-tylko-dwoch-lodzkie.html
    Sposobem trzeba. Rozumiem, że ktoś może być nie sprawny, ale można mu w tym czasie zagwarantować rozrywkę umysłową 🙂

    • Na wszystko znajdzie się rozwiązania, trzeba tylko dać uczniom szansę wyboru 🙂

    • A z drugiej strony skądś się ta „niesprawność” bierze…

      A pomysły pani dyrektor z podlinkowanego artykułu – super!

      • Prawda, że mając wybór, wf od razu staje się czymś super? 😀

  • W podstawówce i w liceum dostawaliśmy piłkę i kopali do upadłego albo do dzwonka. Mało ćwiczeń tylko piłka nożna lub koszykówka. W podstawówce gdy wf był ostatni do zostawaliśmy jeszcze długo po szkole. Nikt z chłopaków lekcji nie opuszczał. Nie wiem jak było u dziewczyn bo zajęty pyłem grą.

    • NIestety, mam warżenie, że dzieci mają coraz mniej czasu wolnego, który mogłyby wykorzystać na szaleństwa na świeżym powietrzu. Lekcje, potem ewentualnie świetlica, następnie tata lub mamusia odbierają samochodem… i do domu.

      • To prawda, ja dzieciństwo spędziłem na podwórku w niedużym mieście a następnie na wiosce. Włóczyliśmy się całymi bandami po mieście lub po łąkach, budowaliśmy tamy na rzece albo szałasy. Zimą szukaliśmy najwyższych górek w mieście. Nie musiałem codziennie iść na inne zajęcia dodatkowe. Dlatego wyprowadzamy się z Warszawy na wieś – chcemy aby nasze dzieci miały podobne dzieciństwo, żeby latem chodziły z innymi dzieciakami nad rzekę a nie do galerii handlowej. Czas na wiosce płynie inaczej niż w Warszawie.

  • Mój komentarz jest skierowany do ogółu czytających i nie uwzględnia pozytywnych wyjątków od reguły.

    Jestem przerażony tym co Ty napisałeś i większość komentatorów. Niestety nie zgadzam się z tymi wypowiedziami. Z przerażeniem czytam, że praktycznie za wszystko obarczacie szkołę i nauczycieli wf-u. Podczas gdy często nie mają one i oni wpływu na to co zastaną na obiekcie i to co wymyśli ministerstwo. Fajnie wszystko zrzucić na oświatę samemu nie robiąc nic (w większości przypadków). Szkoła nie ma za zadanie wychowywać waszych dzieci – szkoła ma je edukować i WSPOMAGAĆ proces wychowania. Podkreślam WSPOMAGAĆ. Podobnie z aktywnością fizyczną. Jeśli rodzić nie daje pozytywnego przykładu od najmłodszych lat tzn. od przynajmniej 1 roku życia dziecka, a dziecko to doskonały obserwator – czytaj siedzi w fotelu i pije piwo, niezdrowo się odżywia, a sport ogląda w TV, samemu nie uczestnicząc w jakiejkolwiek aktywności fizycznej, to nie dziwcie się, że macie takie, a nie inne dzieci. I nie ma się co teraz oburzać bo sami macie w tym największy udział. Od kiedy rodzice fundują dzieciom wszelkie czasoumilacze często dla własnego spokoju – smartfony, tablety, komputery a jeszcze wcześniej pierwsze generacje konsol Sony czy Nintendo. To przez nie wasze dzieci nie potrafią nawiązywać relacji w prawdziwym świecie z rówieśnikami, mają ubogie słownictwo, nie potrafią rozmawiać, a często wręcz zbudować logicznego zdania. Nie mówię już o umiejętnościach manualnych – trzymanie długopisu, ołówka czy nożyczek dla wielu osób to niewykonalne czynności. Mówi się o takich POKOLENIE HEAD DOWN. Do tego poziom ich sprawności fizycznej spadł w niektórych próbach sprawności nawet o 50% w porównaniu do dzieci urodzonych w latach 80tych i 90tych. Ilu z was wszędzie swoje dzieci zawozi autem – choćby był to dystans mniejszy niż kilometr? Ile waszych dzieci porusza się komunikacją miejską – choćby była to odległość jednego czy 2 przystanków. Kiedy ostatni raz kopałeś z dzieckiem piłkę, kiedy z nim wyszedłeś do parku lub do lasu, kiedy pojechaliście rowerami za miasto. Jeśli od najmłodszego nie wpoicie dziecku nawyku ruchu, to nawet najlepsza szkoła i najlepszy wf-ista tego nie zmieni. Ogarnijcie się i przestańcie pisać takie brednie, że aż kolana czasami uginają się od waszej niewiedzy. Nauczyciele często nie mają wpływu na podstawę programową bez względu na przedmiot – powstaje ona na wyższym szczeblu. Niestety to co w niej jest musi być zrealizowane, tak więc nie wincie za nią nauczycieli tylko ministerstwo. Baza szkół także często pozostawia wiele do życzenia – zwłaszcza w starych budynkach, choć tutaj widać znaczącą poprawę. Zdarzają się także nauczyciele ze skrzywionym poglądem na wf i to boli zwłaszcza mnie. Jednak największą winę ponosicie niestety właśnie wy – RODZICE!!!

    • Witaj! Cieszę się, że do mnie zajrzałeś i dziękuję za pełne emocji i ciekawych przemyśleń komentarze!

      Z częścią Twoich przemyśleń mogę się zgodzić. Rzeczywiście dzieci coraz więcej czasu spędzają wpatrzone w ekrany tabletów i ich głównym zajęciem jest przesuwanie palcem po szkle…

      Ale problem unikania zajęć wychowania fizycznego istniał już nawet wtedy gdy telefon komórkowy był gadżetem dostępnym tylko wybrańcom. Na pewno część winy ponoszą rodzice. Jednak to właśnie szkoła jest miejscem, które ma ogromny, drugi po rodzinnym domu, wpływ na to, co pozostaje w sercach i umysłach naszych dzieci. Na to, co stanie się ich życiową pasją, a co będzie dziedziną życia, którą znienawidzą….

      Nie chcę oceniać, czy winien jest tu nauczyciel, zły program, zarządzanie, a może baza lokalowa. Wiem jedno – nie wszystko z polskim szkolnictwem jest OK. Podobnie pewnie jak nie wszystko jest OK z podejściem do wychowania części rodziców. Ale to właśnie szkoła – tak myślę – powinna być miejscem, które wspomaga rodziców w wychowaniu swych dzieci.

      • Wspomaga!!! A nie zastępuje rodziców. Dziecko w szkole przebywa tylko kilka godzin dziennie pozostałe zazwyczaj w domu i to z niego wynosi wszystkie nawyki. Widziałem już takie rzeczy, że włos się na głowie jeży. W tym rodziców, którym gdy było pokazane nagranie monitoringu z zachowaniem jego dziecka to twierdzili, ze to nie ich dzieci. Tak więc mnie już nic nie zdziwi.

        Pozdrawiam WF-man 😉

        • Czyli jednak „WF-man”! Tak podejrzewałem! 😉

          Powiem tyle – cieszę się, że z takim zaangażowaniem podchodzisz do tematu. Patrzymy na to po prostu z nieco innej perspektywy, ale chodzi nam o dobro dzieci…

          Dzięki! 😉
          I powodzenia w kontaktach z rodzicami! 🙂

          • Dzięki dzięki. Bo mało już normalnych rodziców, a tym bardziej dzieci. I nie pomaga nawet na zajęciach specjalizacja z Taekwon-do i gimnastyki sportowej, by zainteresować dzieciaki. 90% ni chce się nic robić.