dzieci, rety, gadżety!, wychowanie

Wpływ gier komputerowych na dzieci: depresja, czy zadowolenie z życia?

27 lipca 2015

schrzaniony dzień

Nie tak dawno, gdy czekałem w szkole na córkę, która lada moment miała skończyć zajęcia,  minął mnie chłopiec, ćwierć wieku młodszy ode mnie, który głosem frustrata stwierdził: „schrzaniony dzień!”. Postanowiłem dowiedzieć się, cóż go tak poruszyło? Na co on dał mi dosadnie do zrozumienia, że ojciec mu dzień zdekomponował, bo na skutek zmiany rodzinnych planów, dzisiejsza sesja „pleja” się nie odbędzie…

Zrozumiałem tylko tyle, że nie zagra dziś na konsoli… Dramat! Ale rozumiem chłopaka. Sam, będąc nastolatkiem, byłem wręcz uzależniony od paru gierek komputerowych. Miałem je przed oczami, gdy się kładłem spać… Myśli o nich towarzyszyły mi przy wstawaniu z łóżka… Słowem – dzień bez gierki byłby dniem straconym… a może nawet – „schrzanionym”!

wpływ gier komputerowych na dzieci

Jako że jednak tego uzależnienia już się wyzbyłem, wrzuciłem w sieć ten temat, by poczytać sobie nieco o wpływie konsolowego grania na umysły dzieci…

Wnioski są nieco przerażające…

depresja!

Nie tylko bowiem samo uzależnienie od internetu czy gier video jest problemem, ale i coś więcej: towarzyszące temu zmiany w psychice, prowadzące m.in. do depresji.

Naukowcy z Singapuru przeanalizowali zachowania dużych grup młodzieży. Przyjrzeli się, jak zachowania te zmieniały się w czasie. Zbadano ile czasu młodzi spędzają grając w gry wideo, opisano ich zwyczaje i codzienne zachowania. Następnie przez 2-3 lata analizowano zmiany w ich wewnętrznym „ja”.

Okazało się niestety, że dzieciaki, które spędzały więcej czasu grając w gry wideo, były bardziej impulsywne i gorzej czuły się w towarzystwie innych dzieci.

Dwa lata później stwierdzono, że ci gracze, którzy grali średnio 31 godzin w tygodniu, w porównaniu do tych grających tylko (?!) 19 godzin, byli bardziej narażeni na depresję, niepokójfobie społeczne. Wzrastało również prawdopodobieństwo osiągania gorszych wyników w szkole. Zdecydowanie gorsze były również relacje dzieci z ich rodzicami. No, ale chyba trudno się temu dziwić: 31 godzin tygodniowo, to cztery i pół godziny grania dziennie!

Podobne badania przeprowadzał również  Douglas A. Gentile, profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym Iowa. Zauważył, że zwłaszcza te dzieci, które doświadczają jakichś problemów, mogą mieć tendencje, by wycofywać się do gier. A to z kolei może zwiększać ryzyko depresji i izolacji. Stwierdził, że rodzice powinni kontrolować korzystanie przez ich dzieci z gier wideo i zaufać w tej kwestii własnemu wyczuciurodzicielskim instynktom. [ źródło ]

stany depresyjne tatusia 😉

No dobrze, ale ja także, jako nastolatek, bardzo obficie korzystałem z dobrodziejstw technologii,  wiele godzin spędzając przed monitorem… I żyję! Nie miałem depresji, myśli samobójczych. Szczerze mówiąc, po grze w strzelanki, w których trup ścielił się gęsto, a krew lała strumieniami,  nie miałem nawet najmniejszej ochoty pobiegać z karabinem po ulicach swego miasta. Natomiast niezwykle szybko poznałem (bo musiałem!) podstawy języka angielskiego, a logiczne myślenie, trenowane godzinami w strategicznych czy ekonomicznych grach komputerowych, z pewnością często pomagało i pomaga mi w życiu.

A gry, w których – w czasie rzeczywistym – dzieci komunikują się z graczami z całego świata?! Przecież to nieprawdopodobny trening umiejętności językowych i społecznych (choć oczywiście tylko za pośrednictwem internetowej sieci)!

I tu także z pomocą przychodzą badania naukowe…

W Stanach Zjednoczonych niejaki Andrew K. Przybylski przeprowadził badania, które wykazały,  że w porównaniu z dziećmi nie grającymi na komputerze, te dzieciaki,  które korzystają z gier video, ale robią to przez mniej niż jedną trzecią ich dziennego czasu wolnego, cechowały się wyższym poziomem zachowań prospołecznychzadowolenia z życia a także niższymi poziomami zaburzeń zachowania, nadpobudliwości, problemów z rówieśnikami itp.. Jednocześnie dzieci,  które spędzały więcej niż połowę swojego wolnego czasu na zabawie w gry video, wykazywały znacznie więcej cech,  o których pisałem w pierwszej części artykułu. [ źródło ]

Dopóki więc zabawom na konsoli czy domowym komputerze towarzyszy zdrowy rozsądek –  wszystko jest ok. Jest nawet szansa,  że taka rozrywka przyniesie pozytywne skutki. A już najlepiej,  gdy będzie to gra angażująca także rodziców! (To mój niecny plan powrotu do świata beztroski 😉 )

łatwe emocje

Świat gier, to rozrywka łatwa. Łatwo włączyć, łatwo nawiązać komputerowe „przyjaźnie”, łatwo zabić, łatwo o kolejne życie. Trudno jest się jedynie z tym światem rozstać, ponieważ jest to medium, które nieprawdopodobnie wciąga. Angażuje i uzależnia nas dorosłych, a co dopiero dzieci, które są jednak zdecydowanie podatniejsze na tego typu wpływy. Gdy tak czytam kolejne, często niemal wykluczające się badania, odnoszę wrażenie, że bardziej od tych wszystkich teoretycznych rozważań, nam rodzicom potrzeba odrobiny zwykłej ludzkiej mądrości i rodzicielskiej intuicji. I nieraz tylko tyle wystarczy, by dobrze pokierować rozwojem naszych dzieci. Przecież świetnie czujemy,  kiedy gra jest w porządku, a kiedy coś jest nie tak. Kiedy jest jeszcze miejsce na komputerową rozrywkę, a kiedy jest już tego zbyt wiele…

Moje dzieci nie grają na konsoli, bo jej po prostu nie posiadamy. Ale wystarczy tablet czy telefon w ich ręku i już po chwili widzę, jak moje pociechy odpływają głęboko w świat mobilnych aplikacji, w którym czas biegnie szybko, a myśli dzieci zdają się być ukryte gdzieś głęboko za ich mętnym spojrzeniem… Trudno dozować taką rozrywkę, gdyż dzieciom zawsze jest mało. Myślę jednak, że każda mama i każdy tata, który głęboko interesuje się poczynaniami swoich dzieci, będzie w stanie wyczuć ten niebezpieczny moment, w którym świat gier zaczyna stawać się dla naszych dzieci ważniejszy od rzeczywistości.

Moim zdaniem nie można do tego dopuszczać. Obecnie – chyba bardziej niż kiedykolwiek – każdego dnia powinniśmy zapewniać dzieciom atrakcyjną alternatywę dla wirtualnego świata. Rozrywkę na tyle fascynującą, aby była w stanie zastąpić peceta czy konsolę.

foto: darcyadelaide, włodi  

You Might Also Like

  • Całe życie grałam na komputerze, tak jak mój brat, partner i cała masa bliskich znajomych. Oprócz komputera nie raz spędzamy całe dnie na grach planszowych i to wszystko nas łączy. Nikt z nas nie popełnił samobójstwa, uczyliśmy się dobrze, zdobywaliśmy stypendia i wygrywaliśmy olimpiady i w końcu pokończyliśmy studia. Bo to nie technologia psuje i niszczy tylko brak zdrowego rozsądku, jak o tym wspomniałeś. Ważne jest, żeby rodzice uczyli dzieci mądrze korzystać z dobrodziejstw technologii i wirtualnej rozrywki i przede wszystkim, żeby nie tracili z nimi kontaktu!

    • No właśnie! Dopóki rodzice nie traktują telewizora, konsoli i peceta jak niani dla swych dzieci – wszystko jest ok!

      Technologia jest dla ludzi. I mamy wielkie szczęście, że możemy z niej korzystać…

  • Gram z moim siostrzeńcami i siostrzenicami – razem budujemy domy, rozwalamy potwory i chodzimy na rajdy, ale też często gimnastykujemy sie przy planszówkach, czy czytaniu. Wszystko z umiarem i i obok a nie zamiast rodzicielstwa…

    • Hej! Cieszę się, że do mnie wpadłaś! I dziękuję za komentarz!

      To co piszesz to podstawowa sprawa: WSZYSTKO jest dla ludzi, ale nic nie powinno zastępować prawdziwych, pełnych miłości relacji.

  • Byłem nie tak dawno na pewnej konferencji, gdzie pokazano mi gry, które służą od wypracowania wyników na światowym poziomie przez polskich sportowców. Nie było tam, grafiki najnowszego Battelfield’a, nie było padów do sterowania. Za to była grafika na poziomie Pegasus’a i sterowanie poprzez platformy tensometryczne. Zawodnicy sterowali własnym ciałem. Przez co uzyskiwali świadomość jak pracują poszczególne partie mięśni, jak zmienia się ich środek ciężkości ciała, jak wygląda porównanie ich techniki do techniki wzorcowej. Tak więc gry można zastosować do bardzo zaskakujących zadań. 😉

    • Jestem pewien, że komputer… a nawet gry, mogą wnosić wiele dobrego do naszego życia. Także do wychowania dzieci. Ale to wymaga mądrego podejścia do tematu. Niestety często rodzice odpalają dzieciom konsolę, by mieć święty spokój i nawet nie do końca wiedzą, jaka jest treść tej rozrywki…

  • Problemem nie są same gry, a raczej dzisiejsza kultura informacyjna. Sam wychowałem się na wielu grach i chciałbym aby moje dziecko również korzystało z technologii w jak najlepszy sposób. Problemem może być jedynie otoczenie i świadomość naszego dziecka, że potrzebuje tego typu bodźców na poziomie rówieśników. O ile to możliwe, transferowałbym jak najwięcej gier na planszówki i dopiero od planszówek na gry komputerowe.